Odpowiedź :
Na latarni morskiej w Aspinwall zwolniła się posada. W niewiadomych okolicznościach zaginął bowiem jej przedni pracownik. Na wykonywanie tak odpowiedzialnego zadania długo nikt nie mógł się zdecydować. Dopiero po pewnym czasie pojawił się ochotnik. Był nim intrygujący starszy człowiek o nazwisku Skawiński. Nie dało się ukryć jego polskiego pochodzenia. Od wielu lat człowiek ten przebywał na przymusowej emigracji. Rodziców stracił bardzo wcześnie. Wsławił się dzielną walka w powstaniu listopadowym. Jego życie było nieustanną i samotna tułaczką. Pracował w australijskiej kopalni złota, szukał diamentów Afryce. Następnie wyjechał do Indii Wschodnich, gdzie trudnił się strzelectwem, założył także farmę w Kalifornii, którą niestety zrujnowała susza. Handlował z brazylijskimi plemionami, dopóki jego tratwa nie uległa zniszczeniu, był marynarzem i harpunnikiem na statkach. Otworzył także fabrykę cygar, skazana na straty przez zdradę wspólnika. Podróżował po świecie szukając swojego miejsca. Nigdzie jednak nie czuł się dobrze i nie zaznawał spokoju. W wieku siedemdziesięciu lat postanowił wreszcie odpocząć. Swoją idyllę na stare lata zdecydował się stworzyć pracując jako latarnik. Wreszcie zaznał upragnionego spokoju i ciszy. Zburzyła go jednak przypadkowo znalezione paczka, przywieziona w dostawie żywności. Znajdowały się w niej bowiem polskie książki. Treść każdej z nich przypominała starcowi ukochaną ojczyznę, z wielką gwałtownością ożywały obrazy niepowtarzalnych miejsc, osób i widoków. W natłoku myśli i burzy wspomnień padł on za ziemię. Jego niepokojące zachowanie zauważył Johns, pełniący funkcję strażnika portowego. Zdecydował się interweniować i ocucić Skawińskiego. Niestety w chwili nieuwagi, źle pokierowany statek uległ wypadkowi. Był to powód wystarczający do odebrania starcowi pełnionej posady, a tym samym skazujący na dalsza tułaczkę.